Wspinaczka na Mnicha

Dzień jest chłody i mglisty, stoję pod północną ścianą Mnicha, od kilku minut czytam Tatry Wysokie Witolda Henryka Paryskiego, wiatr usiłuje zamknąć maleńką książeczkę, a palce grabieją od przytrzymywania pożółkłych stroniczek. W końcu docieram do zdania „Zejście wariantem Ż jest opisane przy drodze 530” i poddaję się, ze wstydem pytam – tato, ale którędy idzie ta droga?

Chińskie trampki, czeskie frendy i ekspresy firmy Lhotse, do asekuracji ósemka, tak to było w poprzednim tysiącleciu. O tym wyjściu marzyłem od dziecka. I w końcu po latach turystycznych wycieczek, po latach czekania wreszcie ruszyliśmy na tę owianą legendami górę. Górę, która jest symbolem taternictwa. Zły byłem trochę, że idziemy na drogę klasyczną, bo to czwórka, a ja w swoich ambicjach nastolatka śniłem o czymś więcej.

Pierwszy wyciąg przebiegłem z irytacją, że tak łatwo, drugi mnie zatrzymał w miejscu strasznym pod mokrą przewieszką ograniczoną gładkimi płytami. Byłem pewien, że pomyliliśmy drogi, ale ojciec odnalazł odpowiedni fragment Paryskiego i przeczytał: „Z prawego skraja nyży w prawo wahadłowym przerzutem na stopień na krawędzi ograniczającej zacięcie (bez pomocy haka, używanego tu nieraz bez potrzeby!)”. Nyża i hak, zgadza się, przełamałem strach, postawiłem nogę i nie łapiąc się haka wyszedłem w łatwiejszy teren.

Wierzchołek nie wywarł na mnie oczekiwanego wrażenia, choć nie było tam jeszcze stanowiska zjazdowego, musieliśmy zejść na niższą półeczkę. Tamtego dnia nie było też na Mnichu żadnych ludzi. Unosił się za to duch Jana Gwalberta Pawlikowskiego, który wraz z przewodnikiem Maciejem Sieczką wyszedł na tę turnię ok. 1880 r. otwierając nową erę w historii taternictwa.

Z jakim przewodnikiem?

Przewodnik Witolda H. Paryskiego, jeśli mówimy o Mnichu nie jest zbyt praktyczny ani aktualny. Trawiaste półeczki już nie są trawiaste a zanikające perci zmieniły się w szerokie ścieżki. Paryski IV tom Tatr Wysokich oddał do druku w 1951 r. i już wtedy pisał: „Niegdyś uważany za niedostępny, a potem za najtrudniej osiągalny szczyt tatrzański, dzisiaj Mnich jest jedną z najpopularniejszych turni w Tatrach, zwiedzaną corocznie przez licznych taterników, nawet początkujących”.

Do tych licznych, „nawet początkujących” taterników dołączyli przewodnicy z klientami, Mnich stał się „ich” górą, niektórzy mówią o nim, że jest „złotą górą”. Inaczej Mnicha traktują sportowi wspinacze. Dla nich ta skalna iglica nad Morskim Okiem jest „najdalej na południe wysuniętą skałką Jury”. Nie wierzcie ani przewodnikom ani sportowym wspinaczom. Mnich jest w stu procentach tatrzański, a jego zdobycie może być piękną przygodą, czymś zupełnie innym od pokonania urwisk Sokolicy, największej jurajskiej turni.

Można na Mnicha iść z żywym przewodnikiem, niektórzy z nich są tam prawie codziennie i znają każdy kamień, można też kupić sobie Topo Grzegorza Głazka, na którym dokładnie wyrysowano przebieg niemal wszystkich dróg i wariantów na ścianach Mnicha oraz Mniszka.

Sto dziesięć metrów

Tyle ma lite spiętrzenie wschodniej ściany Mnicha. W 1930 r. Wiesław Stanisławski z Janem Gnojkiem przedarli się tamtędy po raz pierwszy. Było to wydarzenie dla wspinaczy, którzy ostatecznie porzucili bezradnych w takich trudnościach przewodników. Usamodzielnili się, jak pisał Paryski. Dla mnie przejście Drogi Stanisławskiego na Mnichu (VI) oznaczało osiągnięcie wspinaczkowej pełnoletności i pierwsze w górach odpadnięcie połączone z wyrwaniem źle osadzonej kostki.

Lewy skraj ściany (Droga Stanisławskiego) nie wystarczał taternikom – spoglądali z pożądaniem na jej środek, gładkie płyty przecięte pionowym pęknięciem nakryte solidnym okapem. Urodzony w Nowym Jorku Czesław Łapiński wraz ze swoim partnerem Kazimierzem Paszuchą wycofali się stamtąd. A przecież tworzyli znany z niezwykłej skuteczności w pokonywaniu skalnych barier zespół. Za to po prawej stronie wschodniej ściany, mimo drugiej wojny światowej wytyczyli piękną drogę, która dziś wyceniona jest na VII+.

Łapiński ciągle się wspina i jest gospodarzem schroniska nad Morskim Okiem, ale na mnichową scenę wchodzi nowe pokolenie taterników. Barbara i Czesław Momatiukowie oprócz mieszkania mieli też piwnicę. To tam nie zważając, że Katowice przechrzczono na Stalinogród Momatiuk z Długoszem podkradając noże z domowej kuchni wykuli nowy typ haków: jedynki, specjalne, żeby przejść Wariant R. Kilka lat później (1960 r.) w czasie zasponsorowanego przez KW alpinistycznego stażu w Ecole Nationale de Ski et d’Alpinisme w Chamonix zaprezentowali swój wynalazek. Przygotowane do pokonania urwisk wschodniej ściany Mnicha haki o szczególnym kształcie przyczyniły się do rozwoju alpinizmu, a ich wynalezienie zostało wtedy odnotowane przez francuską prasę.

Momatiuk jednak nie uczestniczył w ostatecznej próbie przejścia eRa. „Przepędził nas deszcz (…) W szumie wolno padających kropel zwlekliśmy się do Jaśkowego maleńkiego szałasu.” (J. Długosz, Komin Pokutników). Wspomniane jedynki nie wystarczyły, aby przejść trzeba było osadzić kilka nitów. Rzecz wtedy tak kontrowersyjna, że Długosz napisał nawet artykuł Wiercić czy nie wiercić – oto jest pytanie. Dziś już mało kto dyskutuje o tym, czy wolno wiercić, wspinaczy elektryzuje pytanie, czy wolno wykuwać chwyty. Koronnym przykładem Metallica (IX), droga z 2003 r.

Skończyło się lato 1955 r., jest połowa października, gazdujący na Płaśni pod Mnichem baca Jan Murzański zszedł już ze swoimi owcami w doliny. Długosz tym razem z Andrzejem Pietschem korzystają z pięknej pogody: „Dwie małe szare kuleczki, przytulone do ogromnej pionowej ściany, wiszące na kiepskich sznurkach, kawałkach dykty i żelaznych blaszkach, wbitych w minimalne pęknięcia płyty” (Komin Pokutników) pokonują Wariant R. Po dwóch dniach wspinania osiągają łatwy teren, ale jest ciemno, nie mogą zdobyć szczytu, schodzą nad Mnichowe Stawki, tam nocują, by następnego dnia zwieńczyć wspinaczkę wyjściem na wierzchołek Mnicha.

W czasie tego ekstremalnego przejścia wspinacze żywili się słoniną, suchą kiełbasą i wołowiną z puszki, która w ciągu kolejnej nocy kompletnie im zamarzła, przez co trzeciego dnia zrezygnowali z posiłku. Co dziś jedzą najlepsi w kraju wspinacze – nie wiem, ale do słoniny najprawdopodobniej wstydziliby się przyznać.

W 1991 r. na Rusinowej Polanie wciąż jeszcze stał stary szałas Murzańskiego, bacy, u którego ogrzewał się Jan Długosz po jednej z nieudanych prób na eRze, ale w Dolince za Mnichem zapomniano już o owcach. Przyszła nowa epoka wraz z nowym podejściem do wspinania. Trening i niezwykłe zdolności pozwoliły Piotrowi Dawidowiczowi i Michałowi Waydzie pokonać Wariant R klasycznie z małym odstępstwem od oryginału. Byli tam kilka razy, poszczególne ruchy ćwiczyli z liną rzuconą z góry. Włodek Cywiński utyskiwał o naruszeniu harmonii w taternictwie polegającym na pominięciu elementu ryzyka i przesunięciu akcentu w stronę sztuki gimnastycznej. Dawidowicz w 1993 r. zginął na zachodniej ścianie Kościelca, miał 22 lata.

2007 r. Marcin Gąsienica Kotelnicki z Michałem Królem przechodzą klasycznie Wariant R w wersji takiej jak Jan Długosz wytyczył; kluczowy okap wyceniają na IX/IX+. W tym mniej więcej czasie trwa akcja Tatry bez młotka (od 2004 r.) mająca na celu uzgodnienie interesów wspinaczy sportowych konstruujących drogi wyposażone w komplet punktów z ambicjami tradycjonalistów chcących wspinać się na własnej asekuracji.

Na trzech popularnych ścianach: Mnich, Zamarła i zachodnia Kościelca przyjęto zasadę, że nawet na starych drogach klasycznych tam, gdzie nie da się osadzić własnej asekuracji zostaną osadzone punkty. Poza tym wybito większość starych haków. Konsekwencje praktyczne dla Mnicha: na starych klasykach w miejscu dawnych haków pojawiły się hakodziury, w które można zwykle wsadzić dwa palce. Dla wytrenowanego na sztucznej ścianie wspinacza są to doskonałe chwyty.

Chatka Długosza, gdzie powstawała cytowana wyżej książka Komin Pokutników wiosną 2020 r. została rozebrana przez TPN, miejsce, gdzie na Płaśni pod Mnichem stał szałas Murzańskiego zarosło, wracającym z eRa taternikom nie grożą żadne pasterskie psy. Czy tu następuje koniec historii na wschodniej Mnicha? Jeśli ktoś tak myśli niech spróbuje zmierzyć się ze Złotym runem nicości wytyczonym we wrześniu 2019 r. przez Janka Sokołowskiego i Pawła Bednarza, trudności w granicach X-. A intelektualna nazwa drogi, czy nie koresponduje ze sportowym wyczynem Długosza, który był przecież literatem?

Od cztery do osiem

Łatwiejszą drogę sami znajdziecie podobnie będzie z trudniejszymi. Poniższy wybór jest subiektywny i nie ma charakteru przewodnikowego, są to smakołyki z Mnichowego menu okraszone osobistymi wspomnieniami.

Robakiewicz i góra z Drogi klasycznej, to wspinaczka w granicach IV, samo zacięcie Robakiewicza wycenione jest na III, ale oferuje typowe dla Tatr wspinanie. Asekuracja świetna, za to w czasie deszczu okazuje się, że gładkie ściany zacięcia dają słabe oparcie dla nóg i trudności rosną. Ostatni wyciąg klasycznej pionizuje się, nawet lekko przewiesza. Sceneria wspaniała i pełen komfort asekuracyjny.

Orłowski i Komin Owsików taką kombinację proponuję miłośnikom formacji wklęsłych, trudności V i IV, choć dla mnie to IV w Owsikach wydaje się mocniejsze od V na Orłowskim. Chodzę tamtędy, kiedy wszystkie inne trasy na wierzchołek są zajęte, choć nie przepadam za kominami. Dotarcie do Owsików wymaga przetrawersowania całych Górnych Półek aż do ich końca.

Międzymiastowa VI+ piękna droga, należy do klasyków i jest robiona w czasie ambitniejszych kursów taternickich. Osobiście zawsze zaskakuje mnie fakt, że pierwszy i drugi wyciąg mają tę samą wycenę, choć ten drugi wydaje mi się trudniejszy, a może to tylko lęk wysokości mnie trapi? Logicznym przedłużeniem drogi jest Zacięcie Ksińskich, miłe wspinanie za VII, ale naprawdę szkoda tamtędy chodzić. Lepiej zobaczyć, co oferuje legendarna Ścianka z Klincalami.

Wariant Biela plus Rysa Hobrzańskiego z Mnichowych Półek trzeba zjechać w rejon Turni nad Studnią, miejsce niezwykłe i groźne. Ściągamy linę i przed nami wspinanie w granicach VII. Biel nie jest koniecznością, możliwości w tamtym rejonie mamy więcej. A Hobrzański? Nie ignorujcie Hobrzańskiego! Zawsze uważałem, że to łatwa droga, aż wybrałem się tam wyposażony w cztery omegi. W połowie zacięcia osadziłem ostatniego frenda, z rozpędu podszedłem jeszcze dwa metry i zorientowałem się, że nie mam ochoty ryzykować, a jest trudno. Musiałem się wycofać, było to szczególnie bolesne, bo na tę scenę patrzyła moja narzeczona. Tak, tak, na Hobrzańskiego trzeba więcej frendów.

American Beauty to długa, wspaniała droga wyceniana na VIII+. Zaczyna się poniżej Półek (trzeba tam zjechać) i w ostatecznym rozrachunku zaskakuje tym, że wymaga dość dobrej wytrzymałości. W pamięci utkwił mi przepiękny trawersik w połowie głównego spiętrzenia ściany. Punkt koło nosa, cieniutka listewka i żadnych chwytów. Wypatrzyłem odstający od ściany porost, złapałem go w dwa palce i przeszedłem.

Kiedy się wybrać?

Letni sezon wspinaczkowy na Mnichu zaczyna się w czerwcu i trwa do października. Często świetne warunki pojawiają się też w listopadzie. Dodam tu jednak, że początek zimy lub późna jesień, to czas, kiedy wyjście na Mnicha nawet najłatwiejszą drogą może zmienić się w ekstrem. Cieniutka lodowa polewa na skałach nie daje dobrego oparcia nawet dla bardzo dobrze naostrzonych raków.

Za to pełnia zimy (styczeń-marzec) oferuje inny rodzaj wspinania. Droga przez Płytę, czyli najłatwiejsza trasa na naszą górę może zrobić się łatwiejsza niż w lecie. Wystarczy, że leży na niej twardy śnieg. Jedynym problemem może być odnalezienie miejsc do osadzenia asekuracji, ale myślę, że jeśli decydujecie się na zimowe wspinanie w Tatrach, to już o tym wiecie.

Tatry Polskie przeżywają oblężenie, Mnich jest szturmowany przez niespotykany do tej pory tłum ludzi. Starannie więc wybierzcie termin wycieczki: dobrze unikać piątków, sobót i niedziel; groźne są też tzw. długie weekendy, wtedy musicie liczyć się z kolejkami. Tłum sam w sobie może nie przeszkadzać, jeśli planujecie drogi o trudnościach VIII+ i więcej, i jeśli nie macie ochoty wychodzić na wierzchołek.

A jeśli już musicie wyjść na Mnicha w czasie jakiś świąt i nie macie ochoty czekać w tłoku, to pozostaje wam albo wspinaczka o wschodzie albo o zachodzie słońca. Tu jednak pojawia się problem natury praktycznej – po Tatrach Polskich zgodnie z regułami obowiązującymi w TPN nie wolno chodzić po zmierzchu, przynajmniej w sezonie letnim. Warto uszanować ten przepis, został on wprowadzony z autentycznej troski o faunę.

Paweł Grocholski

Oferta wyjść przewodnickich na Mnicha w sezonie 2021:
16 sierpnia 2021
29 sierpnia 2021
4 września 2021
11 września 2021
18 września 2021

Spełnij swoje marzenie i sprawdź ofertę 🙂